Tydzień temu w środku nocy wróciłam do domu i nie odzywałam się ani słowem. Dziś stwierdziłam, że co za dużo to nie zdrowo - trzeba dać znać, że żyję :) Swoje zasoby energii uzupełniłam, odespałam wcześniejsze braki snu i czuję się jak nowo narodzona.
Ale gdzie ja właściwie byłam? Otóż, na wspaniałym wyjeździe pt. "Letni Obóz Liderski" organizowanym przez Stowarzyszenie Szkoła Liderów. Osoby, które znają mnie dłużej, wiedzą, że należę do osób zaangażowanych w to co się dzieje wkoło i chcących zmieniać rzeczywistość na lepszą. Kiedy tylko usłyszałam o obozie, natychmiast wysłałam zgłoszenie. Moja radość szybko się ulotniła, gdy doczytałam, że wyjedzie tylko 18 osób z CAŁEJ POLSKI! "No i masz babo placek. Po co traciłaś czas, skoro i tak się nie dostaniesz?" - pierwsza myśl.
A już chwilę potem lista osób. Wśród nich - moje nazwisko! Niesamowicie szczęśliwa pochwaliłam się rodzince. Potem przygotowania, regulaminy, rozkład zajęć... I w końcu nadszedł upragniony 16 sierpnia. Pobudka, gdy jeszcze ciemno, dojazd do Krakowa i na pociąg do Warszawy (który ostatecznie zamiast 2,5h jechał blisko 6h!). Zmordowana, ale podekscytowana nieśmiało witam się z innymi. Wszyscy jeszcze oficjalni. Jednak już wieczorem jesteśmy jedną, wielką zgraną paczką. Tak! Po nie całych 4-5 godzinach w swoim towarzystwie!
Całodzienne (od 9 do 22 z dłuższą przerwą na obiad i krótszą na kolację) wykłady i zajęcia były męczące, ale dające nam, uczestnikom, dużo wiedzy i umiejętności przydanych liderom. Wieczorami zaś przesiadywaliśmy u siebie w pokojach do 2-3 nad ranem, by o 6-7 wstać. Nasza kadra była równie zmęczona jak my, a może i nawet bardziej! Kończąc tak cudowny tydzień, płakałam jak bóbr. Chętnie zostałabym kolejny tydzień, albo i nawet dwa. Wyjeżdżając czułam, że od tamtej chwili mam w całej Polsce przyjaciół, do których ZAWSZE mogę się zwrócić. Powstała nasza mała rodzinka.
Z całego serca polecam wszystkim zaangażowanym społecznie, młodym ludziom udział w takim przedsięwzięciu. Nie pożałujecie! :)





