Sunday, October 19, 2014

Kosmetyki z e-zebra

Jesień jako kapryśna pora roku, często daje się nam we znaki: wychodzę z domu - jest zimno, mgliście, pada delikatny deszczyk, wracam ze szkoły - świeci słońce, a w swetrze gorąco. Ostatecznie i tak wolę to od lodowatej zimy, pełnej śniegu (ale i pięknych widoków). Wraz z zimą nadchodzą też święta Bożego Narodzenia, których już się nie mogę doczekać. Ale o tym innym razem! Zapraszam was na mój profil na instagramie (http://instagram.com/Ameetuu), gdzie na bieżąco możecie śledzić moje poczynania w Projekcie 100 Happy Days!

Nie tak dawno przyszła do mnie mała paczuszka z e-zebry zawierająca w sobie piękne skarby!  Zamówiłam parę kosmetyków w niemal że śmieszniej cenie ( do której otrzymałam 10% rabatu!). Produkty zdążyłam już przetestować i śmiało mogę Wam napisać co o nich sądzę i czy polecam.



 
Cienie z Manhattanu, seria "Multi effect"




Już od dłuższego czasu poszukiwałam czegoś jasnego, nadającego się do codziennego makijażu. Do tej pory nie miałam styczności z marką Manhattan, ale słyszałam wiele pozytywnych opinii, więc zaryzykowałam. Wybrałam dwa kolory: 92G Carmel Cream oraz 110 Disco Baby!. Oba cienie są świetnie napigmentowane. Dobrze nałożone nie rolują się na powiekach, a kolor utrzymuje się cały dzień. Ogromny plus za cenę: 3,76 PLN .

Eyelinery z Miss Sporty




Kiedy tylko ujrzałam kolor pierwszej kredki, od razu wiedziałam, że muszę ją mieć. 080Neon Green - taka typowa mięta. Cena - 1,75 PLN Wzięłam więc również kolor 060 Aubergine (cena 1,74 PLN) - coś a'la ciemna śliwka. I tu w przypadku mojego maleństwa minimalnie się zawiodłam - zatyczka nie jest pierwszej jakości i kredka się nieco zeschła, przez co ciężko było ją rozprowadzić na powiece. Ostatecznie po pozbyciu się "skorupki" kreska powstała :) Z fioletem takiego problemu nie było.

Kredka z Manhattanu


 
Zdecydowałam się na nią, bo jaśniejsze kolory lepiej na mnie wyglądają, niż np. taka typowa czerń.  Po raz drugi zdecydowałam się na firmę Manhattan i nie zawiodłam się! Kredka sunie po powiece zostawiając piękną linię. Cena: 1,93 PLN

Kredka do powiek Maybelline MNY
 


Nie mam pojęcia po co mi ta kredka, ale ze względu na cenę 3,49 PLN i dobrą markę (uwielbiam tusze do rzęs z Maybelline) trafiła do koszyka. Granatowej jeszcze nie mam, a na pewno się kiedyś przyda ;) Kolor 030 Navy Blue.  

Kredka z Astor


Z marką Astor nigdy nie miałam do czynienia. Sięgnęłam po produkt z ciekawości. I znowu pozytywne zaskoczenie! Kredka mięcisieńka, pięknie podkreśla oko. Wspaniale wygląda na linii wodnej ze względu na swój kolor (Magic  Light 099). Nie brudzi i nie rozmazuje się. A cena to tylko 2,80 PLN.

Manhattan Lakier do paznokci

I znowu Manhattan! Choć to co było na zdjęciu, to co otrzymałam to dwie różne rzeczy, jestem zadowolona. Kiedy ujrzałam w buteleczce "brokat" byłam załamana, jednak po pomalowaniu paznokci, staję się on niemal nie widoczny. Kolor piękny (46Q), wystarcza jedna warstwa, by równomiernie pokryć paznokieć. Szybko schnie. Nie zostawia smug. A cena to tylko 2,79 PLN. 

Szminka nawilżająca NYC


To dokładnie taki kolor, jaki uwielbiam! Piękny, intensywny, malinowy róż (kolor 431). Pomadka utrzymuje się dość długo na ustach. Jedyne co bym w niej ulepszyła to zapach - żadne owoce tak jak w przypadku moich ukochanych szminek z Miss Sporty. Niestety przy nakładaniu lekko wyczuwalny jest zapach chemii. Całe szczęście dość szybko zanika. Dla mnie nie stanowi to problemu. Nawilżenie, które opisuje producent, jak najbardziej jest odczuwalne. Cena 2,89 PLN.

Pędzelek do korektora


Pędzle kompletuję od dłuższego czasu, po jednej sztuce. Ten trafił do koszyka zupełnie przez przypadek. Przymierzałam się do przelewu, ale stwierdziłam, że zerknę na pędzle. Może uda się znaleźć coś w miarę taniego i dobrego. Nie zawiodłam się. Włosie jest mięciutkie, nie drapie, nie "połyka" korektora. Kosztował całe 2,66 PLN.

No i to by było wszystko z "mojej" części - troszkę tego jest. Obkupiła się również moja mama. A nawet młodsza siostra coś upolowała. Jestem bardzo zadowolona i polecam wam zaopatrywanie się w kolorówkę na stronie e-zebra.pl . Kosmetyki są od 70 do 90% tańsze! Do następnego razu!

Ameetuu

Sunday, October 12, 2014

Baśń o zagubionej dziewczynce - "Śniadanie u Tiffany'ego".

Mamy niedzielę - słońce delikatnie przebija się przez chmury. Po całym tygodniu pracy, każdy z nas ma chwilę dla siebie - na spełnienie swoich zachcianek, planów czy marzeń. Dziś postanowiłam po dłuuuugim okresie odwlekania sięgnąć po - wg mnie - obowiązkowy film: "Śniadanie u Tiffany'ego".



Truman Capote zżymał się na Paramount, że rolę w filmie dostała Audrey Hepburn, a nie Monroe. Faktycznie, miał trochę racji. Bohaterkę jego książki lepiej zagrałaby Marilyn, jednak do roli Holly za scenariusza nadawała się tylko Audrey. Różnice między książką, a filmem są dosyć zasadnicze, a najistotniejsza dotyczy właśnie bohaterki, która w powieści ma twardy charakter, a w ekranizacji jest raczej zagubioną dziewczyną. Hubert de Givenchy, który zaprojektował kostiumy również stanął na wysokości zadania: mała czarną, w którą ubrał aktorkę, weszła do kanonu damskiej mody. Audrey wspomina, że ciężko się jej pracowało Georgiem Peppardem (który otrzymał główną rolę męską). Powodem było zawodowe wykształcenie mężczyzny w zakresie aktorstwa, przez co stosował się cały czas do sztywnych reguł. "Nigdy nie stałam się prawdziwą aktorką i gdy ludzie pytają mnie, jak osiągnęłam to wszystko, potrafię jedynie odpowiedzieć: nie mam pojęcia. Zwyczajnie wychodziłam na plan, znając swoją kwestię, a potem wszystko toczyło się samo" - stwierdza w jednym z wywiadów (Warren G. Harris).


Mówi się, że Nowy Jork, o którym tak pięknie śpiewał Frank Sinatra, to magiczne miasto, w którym życie toczy się 24 godziny na dobę, a na stosunkowo niewielkiej powierzchni stykają się ze sobą ludzie różnych kultur, przeżywający osobiste tragedie i dramaty, pozornie nie związani ze sobą, ale razem tworzący ten wielki, tętniący życiem organizm. Wszyscy mają nadzieję, że to właśnie tu, w tym niezwykłym miejscu, odnajdą szczęście.


Holly Golightly również szukała szczęścia, uważając, że znajdzie je tam, gdzie będzie się czuła równie dobrze, jak u Tiffany'ego – w miejscu, gdzie "nie może zdarzyć ci się nic złego", jest cicho, elegancko i bezpiecznie. Wówczas nadałaby imię swemu kotu, kupiła meble i rozpoczęła "normalne" życie. Tymczasem była outsiderką, zagubioną w obcym świecie dziewczyną, pozostającą cały czas "w podróży". Tak było do chwili, kiedy poznała podobnego do niej człowieka, tytułującego się zaszczytnym mianem pisarza, młodego mężczyznę Paula Varjaka. W Nowym Jorku nie znalazłaby się dwójka ludzi bardziej podobnych do siebie. Połączyło ich identyczne spojrzenie na świat, filozofia życiowa, a nawet sposób zarobkowania – oboje bowiem utrzymywali się z pieniędzy (niekoniecznie darowanych zupełnie bezinteresownie) przez bogatych mężczyzn bądź eleganckie damy z nowojorskiej socjety. Pomimo tego Paul był mądrzejszy i w pełni zdawał sobie sprawę z okrucieństwa świata, wiedząc jednocześnie, że nie da się przed nim uciec. 

Holly uciekała przez szereg lat, kolejno opuszczając ludzi, na których jej kiedykolwiek zależało. Postępowała tak ze strachu. Sądziła, że miłość uzależnia ludzi, a ona cały czas wierzyła, że kiedyś poczuje się naprawdę wolna. Może nastąpi to w dalekiej Brazylii lub w Meksyku, gdzie wraz ze swym bratem Fredem planowała założyć hodowlę koni. Nie pojmowała, że człowiek nigdy nie osiągnie pełni wolności, a prawdziwe szczęście może dać mu jedynie miłość. I pewnie obudziłaby się pewnego słonecznego, sennego poranka uświadamiając sobie, że zmarnowała ostatnią szansę i kolejnej już nie dostanie. Uratował ją Paul. Tajemniczy człowiek bez przeszłości. Nieszczęśliwy, z rozrzewnieniem wpatrujący się w gwiazdy. Nie żaden "szczur" czy "superszczur", jak kwalifikowała ich Holly, ale Mężczyzna. Pewien etap bajki o Kopciuszku się zakończył. Przynajmniej dwójka ludzi w Nowym Jorku znalazła szczęście. A to już bardzo dużo.



Osobiści zachwycam się tą baśnią:  lekkością opowiadania Tumana Capote'a, cudowną muzyką Henry'ego Manciniego, kruchą i delikatną Audrey Hepburn... Film, mimo iż nie należy do najmłodszych, jest bardzo wartościowy. A każda z nas z łatwością znajdzie w Holly cząstkę siebie.

Ameetuu