Czas. Coś niezwykłego. Nie widzimy go, nie możemy dotknąć, złapać. A jednak w jakiś sposób istnieje. I dość szybko ucieka. Chwile mijają jedna za drugą. Nie tak dawno zmieniałam otoczenie, poznawałam ludzi, a tu pierwszy semestr praktycznie już za mną i wystawione oceny. Święta wielkimi krokami zbliżają się coraz bardziej. Całe szczęście należę do ludzi, którzy prezenty dla bliskich szykują dużo wcześniej, a nie na ostatnią chwilę. Część z nich mam już nawet zapakowaną.
Jednak moją ulubioną częścią całej przedświątecznej gonitwy jest zdecydowanie widok uśmiechniętych buziek najbliższych. Sama nie mam wielkich wymagań - najbardziej cenię rzeczy wykonane ręcznie, np. kartki pocztowe. Mają dla mnie dużo większą wartość ze względu na osobistość. Sama wysyłając parę do znajomych, starałam się by nie były kupne - w sumie jakieś 19. I choć obecnie jestem spłukana, wiem że warto było przesiadywać całe noce z nożyczkami i klejem w ręce :) Prezent dla R. - przyjaciela z za granicy- również wykonywałam osobiście i mam nadzieję, że Mu przypadnie do gustu.
Oprócz szału zakupów, sprzątania i dekorowania domu, ciągle planuję jakieś spotkania/wyjazdy. W poprzednim poście powiedziałam parę słów na temat Projektu Korba, z którym jest niesamowicie mocno zżyta. Sam fakt, że niemal co miesiąc mogę osobiście odnawiać kontakt z TYMI ludźmi, sprawia mi radość. Ucieszyłam się jeszcze bardziej, widząc wiadomość, że w niedzielę w Katowicach jest organizowane spotkanie uczestników wszystkich edycji. Póki co, to właśnie tym zjazdem żyję i na niego wyczekuję.
A jak wygląda plan na Wasz ostatni, przedświąteczny tydzień? :)




